Blog
Z obu stron barykady
Robert Bogdański
Robert Bogdański dziennikarz
4 obserwujących 59 notek 143203 odsłony
Robert Bogdański, 5 maja 2017 r.

Prezydenta walka o polityczne życie

2818 87 0 A A A

Wiele wskazuje na to, że prezydent przegrał walkę o samodzielny byt polityczny zanim się na dobre rozpoczęła. W dwa dni po ogłoszeniu najpoważniejszej kampanii politycznej swojej prezydentury ma przeciw sobie całą opozycję, która nie przebiera w słowach, nie ma jednoznacznego poparcia własnego obozu politycznego, pozbawia się rzecznika, a jego pierwsze wystąpienie publiczne wyjaśniające ideę referendum jest niepewne i potencjalnie konfliktuje go z ludźmi, od których wiele zależy. To nie jest zły start. To jest bardzo zły start.

Komentarze Bronisława Komorowskiego, Grzegorza Schetyny i innych pomniejszych, ale istotnych graczy, wśród których są tak ważne dla opinii publicznej osoby, jak Jadwiga  Staniszkis, czy Kazimierz Ujazdowski, łączy jedno: głęboka niewiara w umiejętności polityczne PAD i  chęć podważenia jego politycznej legitymacji do przeprowadzenia referendum ustrojowego.

Z drugiej strony obóz rządowy najpierw się zdystansował („szanujemy”), następnie usiłował inicjatywę przejąć („to pomysł Kaczyńskiego”), a potem jakoś ją odsunąć i umieścić na dalszym planie (we wczorajszych „Wiadomościach” była to trzecia informacja i bardzo proszę  mi nie mówić, że to jest niezależna ocena dziennikarska dotycząca hierarchii ważności wydarzeń w danym dniu).

Po drodze jeszcze marszałek Karczewski niejasno zabulgotał, że „trzeba rozważyć” i właściwie entuzjazm wykazali tylko kukizowcy, ale oni mają własną agendę, więc po pierwsze trudno im się dziwić, a po drugie będą sojusznikiem trudnym.

W tej sytuacji (a była ona do przewidzenia) należało wykazać się stanowczością i konsekwencją i mieć plan kampanii. Mieć przygotowane słowa-klucze, sojuszników medialnych i cały arsenał środków o jakich nie ma sensu w tym miejscu pisać, bo nie jest moją intencją obrażanie inteligencji czytelników.

Tymczasem prezydent Duda zaprosił dziś do swojego Pałacu Łukasza Mężyka i na antenie lokalnego (!) radia dał się przesłuchać w kwestii referendum. Przesłuchujący był nieagresywny i sympatyczny, ale – na nieszczęście głowy państwa – rzeczowy. Zadał wszystkie te pytania, które zadać należało: o słabości obecnej konstytucji, o stosunki z MON, o poparcie własnego obozu politycznego i szereg innych.

Pan prezydent w tym wywiadzie pokazał się jako człowiek niepewny, przemawiający głosem drżącym, modulujący go w sposób właściwy dla ludzi, którzy są postawieni w niezręcznej sytuacji i sprawiał wrażenie kogoś, kto argumenty wymyśla ad hoc. Jedno z dwojga:  albo nikt wcześniej z nim tej sytuacji nie przećwiczył (horror!), albo przećwiczył, a prezydent zapomniał i się nie zastosował (horror maximus!).

Zostawmy jednak intonację, głos i modulację. W końcu w druku ich nie widać. Widać jednak słowa. I tu PAD dał się złapać nieagresywnemu, acz rzeczowemu Mężykowi. Na pytanie o stosunki z MON odpowiedział w sposób, który z pewnością wywołał gęsią skórkę u Antoniego Macierewicza. A na pytanie o poparcie obozu politycznego lekceważąco – choć nie wprost - wypowiedział się o Jarosławie Kaczyńskim i marszałku Karczewskim…

Wygląda więc na to, że Andrzej Duda wyrusza na wojnę o swoją pozycję polityczną nieprzygotowany, niepewny, pozbawiony wiernego (choć mającego własne zdanie) giermka i pozbawiony poparcia swojego naturalnego politycznego zaplecza, a nawet budząc w nim negatywne, bądź wrogie uczucia. I to wszystko w trzy dni… Jeżeli Duda nie chce polec politycznie i pozostać do końca kadencji kimś w rodzaju pana Adriana z „Ucha prezesa”, to powinien szybko naprawić swoje błędy. Może nie jest za późno.


 


Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Polityka